Teddy
wstał bardzo wcześnie i podszedł do okna. Błonie były skąpane
we wschodzącym słońcu, ptaki latały nad Bijącą Wierzbą, która
lekko się kołysała, a gdzieś w oddali majaczyła sylwetka
Hagrida.
Ubrawszy
się, wziął do ręki Księgę Gads i wyszedł z dormitorium. W
pokoju wspólnym nie było nikogo, ale nie trzeba się temu dziwić -
wstawanie o piątej nie należało do nawyków uczniów z Hogwartu.
Pokój
wspólny był owalny, z dwóch stron znajdowały się kominki,
fioletowe fotele, a obok stały duże stoliki. Przy ścianach
znajdowały się szafy z różnymi lekkimi książkami na jesienne
wieczory, których używał tylko Teddy.
Lupin
zszedł przez schodki w dół i skoczył w przepaść, krzycząc „
Cynowy kociołek” – czyli hasło Puchonów. Jeśli hasło jest
niepoprawne, ciemna otchłań wyrzuca ucznia z powrotem do pokoju
wspólnego.
Hasło
Teddy’ego było jednak poprawne, gdyż chłopaka wyrzuciło na
drugą stronę. Wszystkie ściany w pobliżu przejścia do Skrzydła
Borsuków, zostały zaczarowane i mimo że wyglądały normalnie były
bardzo miękkie i elastyczne, dzięki czemu uczniowie nie obijali się
o nie, gdy wylatywali z dziury.
Ruszył
przed siebie do wschodniej wieży, gdzie znajdowało się miejsce,
nazywane „Widokówką". Ściany zostały zaczarowane i
zmienione w okna, przez co ten kto się tam znajdował miał
wspaniały widok na okolicę.
Idąc
starał się zachowywać jak najciszej, nie chciał bowiem wpaść na
starego Filcha, który mimo swego wieku, miał doskonały słuch i
mógł usłyszeć każdy hałas z odległości kilkuset metrów, a
poza tym miał swoją bardzo starą, durną kotkę, która kochała
węszyć.
Gdy
w końcu dotarł na Wieżę Wschodnią, szybko znalazł się na
„Widokówce”. Chciał usiąść tam gdzie zwykle, przy starym
posągu nimfy wodnej, lecz okazało się, że to miejsce zostało
zajęte przez kogoś innego.
-Lyla…
Co ty tu robisz? – zapytał zaskoczony.
Lyla
podniosła wzrok ze starej księgi, odłożyła pióro i spojrzała
na niego z dziwnym błyskiem w oczach.
-A
co TY tu robisz, Tedzie Lupinie?
-Czy
mogłabyś w końcu przestać tak do mnie mówić?
Lupin
jednak zrozumiał, że mógł ją urazić, więc powiedział :
-Przepraszam,
ja nie chciałem…
-Nie
szkodzi… Przyszedłeś czytać, czy podziwiać ?- zapytała Lyla.
-Właściwie…
– Ted schował Księgę Gads do tylnej kieszeni. – podziwiać.
Lyla
uśmiechnęła się i przesunęła lekko w prawo tak, że Teddy
mógł usiąść obok niej. Odgarnęła włosy i Teddy’emu rzucił
się w oczy znak na jej szyi, o który zapytał w pociągu.
Lyla
poczuła wzrok na swojej szyi, więc szybko zasłoniła ją golfem.
-Gdzieś
już widziałem ten znak…-mruknął pod nosem.
-O
czym ty mówisz ?- zapytała udając głupią.
-O
tym tajemniczym znaku na twojej szyi.
-Gdzie
go wcześniej widziałeś ? – wydała się być bardzo
zaciekawiona, tym co powiedział Teddy.
-Powiem
ci… jeśli powiesz mi co on oznacza.
Lyla
lekko się zezłościła, zmarszczyła brwi i spojrzała w stronę
swojej książki.
-To
sekret.
-Dobrze,
więc nie dowiesz się gdzie go już widziałem…- zaczął Teddy
świetnie się z nią drocząc.
Lyla
wściekła się lekko, lecz w końcu powiedziała:
-Krąg
Sześciu.
-Co?-
zapytał dosyć głupio chłopak.
-Pytałeś
co oznacza ten znak, więc ci odpowiedziałam. Teraz liczę na to, że
ty wywiążesz się ze swojej obietnicy.
Ted
wpadł, nie wiedział co ma powiedzieć. Nie słyszał nigdy o czymś
takim jak Krąg Sześciu, wiedział także że nie może zdradzić
Lyli gdzie widział znak- to był jego sekret.
-Widziałem
go w książce.
-Jakiej…książce?
– zapytała.
-Powiedziałem
gdzie go widziałem, nie pamiętam w jakiej dokładnie… Tak czy
inaczej wywiązałem się z obietnicy.
-Kłamiesz.
-Może…
Lyla
podniosła swoje rzeczy i wstała. Teddy wstał za nią.
-Nie
rozmawiam z kłamcami – powiedziała lekkim głosem.
Z
uśmiechem na twarzy, który wcale nie ukazywał tego, że czuła się
oszukana, wyszła z „Widokówki”.
Ted
zanotował sobie w pamięci : nie próbować droczyć się z
dziewczyną, sprawdzić co to jest Krąg Sześciu.
Victoire
Weasley znana była z tego... że była znana. Ciężko było
wytłumaczyć, dlaczego tak wielu ludzi chce się z nią przyjaźnić.
W Hogwarcie panowała pewna hierarchia wartości i mimo że Victoire
była dopiero w piątej klasie, znajdowała się na jej szczycie.
Nie
było chyba dziewczyny, która nie chciałaby się z nią przyjaźnić.
No może oprócz niektórych jej kuzynek, ale każdy wiedział, że z
rodziną to są inne sprawy.
Tak
czy inaczej, młoda gwiazda uwielbiała ściągać innych uwagę
swoją nieprzyzwoitą urodą, a kto by pytał dokładniej : Victoire
uwielbiała ściągać uwagę męskiej części Hogwartu.
Chodziła
z Griffinsem, a on był siódmoklasistą. Pod koniec czwartej
klasy zaliczyła krótki związek z Davidem Freyem z szóstej klasy,
który był jednym z najprzystojniejszych uczniów w Hogwarcie.
To nie
tak, że każdy kto chciał mógł ją mieć. To ona miała każdego,
którego chciała.
Weasley
nie starała się tego jednak zbytnio wykorzystać : na ogół
uważała, że chłopcy są nudni i głupi. Niedorośli do związków,
więc dlaczego miałaby tracić na nich czas? Oglądała się za nimi
dla zasady, rzadko kiedy ktoś naprawdę zwracał jej uwagę.
Najlepszymi
przyjaciółmi naszej słodkiej Vikky był Henry Wood, który od
zawsze był gdzieś blisko i ... no cóż często dawał jej ściągać
ze swoich wypracowań i Lydia Lerman, która miała długie ciemne
włosy, piękną dziecięcą buźkę i była na tyle bystra, by się
Vikky nie uprzykrzać. Poza tym, Victoire z zasady nie zadawała się
z ludźmi, którzy byli od niej wyżsi, co oznacza, że jej grono
znajomych było tylko pozornie wielkie.
Nowy rok rozpoczął się dla naszej Weasleyówny
nieciekawie. Już zwykły przejazd pociągiem był dla niej
koszmarny, przez niejakiego Teda Lupina i tą całą ... Lylę. Potem
jej ukochany frère
został przydzielony do Huffelpufu i bach! Ted Lupin naśmiewający
się z niej, gdy prosiła go o pomoc.
On tak
bardzo ją irytował - dla innych był po prostu starszym
dzieciakiem, sierotą, często zamyślony i cichy, roznosił wokół
siebie aurę tajemniczości, ale dla niej zawsze pokazywał swoje
prawdziwe oblicze. Miał o sobie, Bóg wie jak wielkie mniemanie, co
bardzo ją denerwowało.
Zawsze,
ale to zawsze, patrzył na nich jak na głupiutkich francuzików, ale
tak naprawdę nic o nich nie wiedział. Victoire nienawidziła, kiedy
ktoś uważał się za lepszego od niej. A Teddy Lupin tak właśnie
się zachowywał.
***
Teddy
usiadł obok Olivera i Nicolasa.
-No
wreszcie ! Gdzie się podziewałeś ? Szukałem cię! -zawołał
Scott, zajmując się swoim tostem.
-Byłem
na „Widokówce”…
-Po
co? Czyżby…- tu ściszył ton głosu i prawie niedosłyszalnie
szepnął- to miało coś wspólnego z dziwadłem ?
-Nie
nazywaj jej tak ! – warknął Teddy.
-Zgadłem
! -zaśmiał się Oliver.
Profesor
James Hook rozdawał uczniom plany lekcji. Hook był opiekunem domu
Puchonów, był młodym, wysokim mężczyzną, o wyjątkowo
niebieskich oczach, lekko wysuniętej szczęce i kilkoma bliznami na
szyi. Do Hogwartu dołączył, gdy Teddy był w trzeciej klasie, a
profesor Flitwick nieoczekiwanie zmarł i MacGonagall szybko znalazła
nowego nauczyciela. Hook był charakteryzowany jednym słowem „
spoko”. Tak uważała większość uczniów.
Jego
lekcje były określane jako niezwykłe, często też zamiast ćwiczyć
wiele rzeczy z teorii, przechodził ku uciesze uczniów, do praktyki,
którą zawsze starał się umilić swoją pomocą.
Oliver
aż jęknął, gdyż w poniedziałek mieli aż 2 lekcje Historii
Magii z profesorem Binsem, nudnym duchem, który zawsze czytał swoje
długie i równie nużące notatki, co zajmowało mu całą lekcję.
-Koszmar
! – warknął Oliver.- Dobrze, że potem mamy Zaklęcia… Ale
następna jest Transmutacja, kolejny ciężki przedmiot.
To
nie były przelewki, profesor MacGonagall zawsze była bardzo surowa
i wymagająca, a jej lekcje zawsze wydawały się być ciężkie…
-No
dobra a po obiedzie Wróżbiartwo !
Oliver
kochał Wróżbiarstwo, ale nie bardzo dlatego, że miał do tego
jakiś dar… Po prostu bardzo lubił zwierzęta, a lekcje z Firenzem
były dla niego okazją do studiowania zachowania i cech centaurów.
Firenzo zresztą bardzo go lubił, Olivier zawsze ochoczo przykładał
się do lekcji, choć uważał że tak naprawdę przyszłość
powinna być tajemnicą i nie wolno do niej zaglądać, ani z nią
walczyć.
Po
śniadaniu, szybko spakowali książki i poszli na historię magii.
Profesor
Bins zajął się tematem drugiej wojny centuarów z XV wieku, co
chłopcy przyjęli cichym jękiem i po chwili obaj spali smacznie na
ławkach.
Nie
dane było Teddy’emu spać długo, gdyż Kathy szturchnęła go w
żebra i powiedziała:
-Teddy,
nie chrap ! – zawołała.
Cała
klasa odpowiedziała śmiechem, a Teddy zawstydzony wyprostował się
na krześle. Wyjął Księgę Gads i zaczął czytać rozdział pod
tytułem „ Wody królewskie według Libaviusa” . Tekst był
bardzo długi, pełen niesamowicie skomplikowanych wyrażeń, przez
co Teddy bardzo zniechęcił się do książki. Już miał ją
zamykać kiedy zobaczył kilka cyfr nabazgranych na marginesie,
ułożone były w kształt odwróconego krzyża.
6
5
2
1 3
4
Teddy
nie bardzo rozumiał co oznaczał ten układ cyfr, zdziwił się
także, gdyż wcześniej ich nie dostrzegł. Scott leżał twarzą na
ławce, w klasie panowała jak zwykle senna atmosfera i nikt nie
zwracał na niego uwagi.
Oprócz Lyli. Wpatrywała się na niego w ciszy i skupieniu, a Teddy czując niesamowitą nachalność tego spojrzenia odwrócił się od niej.
Jak to możliwe, że do tej pory jej nie znał ? Chodziła do równoległej klasy, ale była Krukonką…
W szkole rozbrzmiał dzwonek, Oliver podskoczył jak oparzony, a Ted szybko schował Księgę i wyszedł z klasy.
Oprócz Lyli. Wpatrywała się na niego w ciszy i skupieniu, a Teddy czując niesamowitą nachalność tego spojrzenia odwrócił się od niej.
Jak to możliwe, że do tej pory jej nie znał ? Chodziła do równoległej klasy, ale była Krukonką…
W szkole rozbrzmiał dzwonek, Oliver podskoczył jak oparzony, a Ted szybko schował Księgę i wyszedł z klasy.
Dogoniła
go Kathy.
-Czemu
tak uciekłeś ?
-Co?
Nie uciekłem…-zaczął Teddy lekko zmieszany.
-Och,
nie ważne.
Teddy
raptownie stanął przy oknie i patrzył gdzieś w dal korytarzu.
-Co
ci ?- zapytała zaskoczona Kathy.
-Kto
to ?
Kathy
rozejrzała się dookoła i zobaczyła Victoire razem z jakimś
wysokim brunetem, o masywnej posturze i równych, białych
zębach.
-To
Mark Doninngton. Jest szukającym gryfonów. Żywa legenda ! Coś mi
się wydaje, że kręci z naszą słodką Vikki – zakpiła Kathy.
Kathy
i Oliver zgadzali się w jednym – nie lubili Victoire, tak jak
zresztą i Teddy. Uważali ją za pustą, niemiłą blondie, o
niewyparzonym języku i niesamowicie wkurzającym sposobie
bycia.
Oczy Teddy’ego i Vikki spotkały się, lecz spłoszona dziewczyna szybko odwróciła wzrok. Mark złapał ją za dłoń i pociągnął za sobą coś do niej warcząc.
Oczy Teddy’ego i Vikki spotkały się, lecz spłoszona dziewczyna szybko odwróciła wzrok. Mark złapał ją za dłoń i pociągnął za sobą coś do niej warcząc.
-On
chodzi do 7 klasy… To totalny gbur… Ale jest przystojny, a jak
widzę ona na to leci. – mówiła z irytacją w głosie Kathy.
Teddy
odwrócił od nich wzrok i zobaczył Lylę, która stała niedaleko w
cieniu korytarza , przekrzywiła lekko głowę i wskazała swój
palec.
Nagle
coś mocno zapiekło Teddy’ego i poczuł okropny ból.
-Ted?
Co się dzieje? – zapytała zaskoczona i przerażona dziewczyna.
Teddy
zacisnął pięści i zagryzł szczękę, czując że coś się
dzieje z jego szyją. Poczuł, że spływa po niej krew i dotknął
jej z prawej strony. Wyczuł niedużą ranę.
Pobiegł
szybko do łazienki i dopadł lustra. Przejrzał się w nim i
zobaczył małą jedynkę wyrytą w skórze na jego szyi.
Jedynkę…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz