sobota, 26 października 2013

3. Jedynka

Teddy wstał bardzo wcześnie i podszedł do okna. Błonie były skąpane we wschodzącym słońcu, ptaki latały nad Bijącą Wierzbą, która lekko się kołysała, a gdzieś w oddali majaczyła sylwetka Hagrida.
Ubrawszy się, wziął do ręki Księgę Gads i wyszedł z dormitorium. W pokoju wspólnym nie było nikogo, ale nie trzeba się temu dziwić - wstawanie o piątej nie należało do nawyków uczniów z Hogwartu.
Pokój wspólny był owalny, z dwóch stron znajdowały się kominki, fioletowe fotele, a obok stały duże stoliki. Przy ścianach znajdowały się szafy z różnymi lekkimi książkami na jesienne wieczory, których używał tylko Teddy.
Lupin zszedł przez schodki w dół i skoczył w przepaść, krzycząc „ Cynowy kociołek” – czyli hasło Puchonów. Jeśli hasło jest niepoprawne, ciemna otchłań wyrzuca ucznia z powrotem do pokoju wspólnego.
Hasło Teddy’ego było jednak poprawne, gdyż chłopaka wyrzuciło na drugą stronę. Wszystkie ściany w pobliżu przejścia do Skrzydła Borsuków, zostały zaczarowane i mimo że wyglądały normalnie były bardzo miękkie i elastyczne, dzięki czemu uczniowie nie obijali się o nie, gdy wylatywali z dziury.
Ruszył przed siebie do wschodniej wieży, gdzie znajdowało się miejsce, nazywane „Widokówką". Ściany zostały zaczarowane i zmienione w okna, przez co ten kto się tam znajdował miał wspaniały widok na okolicę.
Idąc starał się zachowywać jak najciszej, nie chciał bowiem wpaść na starego Filcha, który mimo swego wieku, miał doskonały słuch i mógł usłyszeć każdy hałas z odległości kilkuset metrów, a poza tym miał swoją bardzo starą, durną kotkę, która kochała węszyć.
Gdy w końcu dotarł na Wieżę Wschodnią, szybko znalazł się na „Widokówce”. Chciał usiąść tam gdzie zwykle, przy starym posągu nimfy wodnej, lecz okazało się, że to miejsce zostało zajęte przez kogoś innego.
-Lyla… Co ty tu robisz? – zapytał zaskoczony.
Lyla podniosła wzrok ze starej księgi, odłożyła pióro i spojrzała na niego z dziwnym błyskiem w oczach.
-A co TY tu robisz, Tedzie Lupinie?
-Czy mogłabyś w końcu przestać tak do mnie mówić?
Lupin jednak zrozumiał, że mógł ją urazić, więc powiedział :
-Przepraszam, ja nie chciałem…
-Nie szkodzi… Przyszedłeś czytać, czy podziwiać ?- zapytała Lyla.
-Właściwie… – Ted schował Księgę Gads do tylnej kieszeni. – podziwiać.
Lyla uśmiechnęła się i przesunęła  lekko w prawo tak, że Teddy mógł usiąść obok niej. Odgarnęła włosy i Teddy’emu rzucił się w oczy znak na jej szyi, o który zapytał w pociągu.
Lyla poczuła wzrok na swojej szyi, więc szybko zasłoniła ją golfem.
-Gdzieś już widziałem ten znak…-mruknął pod nosem.
-O czym ty mówisz ?- zapytała udając głupią.
-O tym tajemniczym znaku na twojej szyi.
-Gdzie go wcześniej widziałeś ? – wydała się być bardzo zaciekawiona, tym co powiedział Teddy.
-Powiem ci… jeśli powiesz mi co on oznacza.
Lyla lekko się zezłościła, zmarszczyła brwi i spojrzała w stronę swojej książki.
-To sekret.
-Dobrze, więc nie dowiesz się gdzie go już widziałem…- zaczął Teddy świetnie się z nią drocząc.
Lyla wściekła się lekko, lecz w końcu powiedziała:
-Krąg Sześciu.
-Co?- zapytał dosyć głupio chłopak.
-Pytałeś co oznacza ten znak, więc ci odpowiedziałam. Teraz liczę na to, że ty wywiążesz się ze swojej obietnicy.
Ted wpadł, nie wiedział co ma powiedzieć. Nie słyszał nigdy o czymś takim jak Krąg Sześciu, wiedział także że nie może zdradzić Lyli gdzie widział znak- to był jego sekret.
-Widziałem go w książce.
-Jakiej…książce? – zapytała.
-Powiedziałem gdzie go widziałem, nie pamiętam w jakiej dokładnie… Tak czy inaczej wywiązałem się z obietnicy.
-Kłamiesz.
-Może…
Lyla podniosła swoje rzeczy i wstała. Teddy wstał za nią.
-Nie rozmawiam z kłamcami – powiedziała lekkim głosem.
Z uśmiechem na twarzy, który wcale nie ukazywał tego, że czuła się oszukana, wyszła z „Widokówki”.
Ted zanotował sobie w pamięci : nie próbować droczyć się z dziewczyną, sprawdzić co to jest Krąg Sześciu.
    

Victoire Weasley znana była z tego... że była znana. Ciężko było wytłumaczyć, dlaczego tak wielu ludzi chce się z nią przyjaźnić. W Hogwarcie panowała pewna hierarchia wartości i mimo że Victoire była dopiero w piątej klasie, znajdowała się na jej szczycie. 
Nie było chyba dziewczyny, która nie chciałaby się z nią przyjaźnić. No może oprócz niektórych jej kuzynek, ale każdy wiedział, że z rodziną to są inne sprawy. 
Tak czy inaczej, młoda gwiazda uwielbiała ściągać innych uwagę swoją nieprzyzwoitą urodą, a kto by pytał dokładniej : Victoire uwielbiała ściągać uwagę męskiej części Hogwartu. 
Chodziła z Griffinsem, a on był siódmoklasistą. Pod koniec czwartej klasy zaliczyła krótki związek z Davidem Freyem z szóstej klasy, który był jednym z najprzystojniejszych uczniów w Hogwarcie. 
To nie tak, że każdy kto chciał mógł ją mieć. To ona miała każdego, którego chciała. 
Weasley nie starała się tego jednak zbytnio wykorzystać : na ogół uważała, że chłopcy są nudni i głupi. Niedorośli do związków, więc dlaczego miałaby tracić na nich czas? Oglądała się za nimi dla zasady, rzadko kiedy ktoś naprawdę zwracał jej uwagę. 
Najlepszymi przyjaciółmi naszej słodkiej Vikky był Henry Wood, który od zawsze był gdzieś blisko i ... no cóż często dawał jej ściągać ze swoich wypracowań i Lydia Lerman, która miała długie ciemne włosy, piękną dziecięcą buźkę i była na tyle bystra, by się Vikky nie uprzykrzać. Poza tym, Victoire z zasady nie zadawała się z ludźmi, którzy byli od niej wyżsi, co oznacza, że jej grono znajomych było tylko pozornie wielkie.
Nowy rok rozpoczął się dla naszej Weasleyówny nieciekawie. Już zwykły przejazd pociągiem był dla niej koszmarny, przez niejakiego Teda Lupina i tą całą ... Lylę. Potem jej ukochany frère  został przydzielony do Huffelpufu i bach! Ted Lupin naśmiewający się z niej, gdy prosiła go o pomoc. 
On tak bardzo ją irytował - dla innych był po prostu starszym dzieciakiem, sierotą, często zamyślony i cichy, roznosił wokół siebie aurę tajemniczości, ale dla niej zawsze pokazywał swoje prawdziwe oblicze. Miał o sobie, Bóg wie jak wielkie mniemanie, co bardzo ją denerwowało.
Zawsze, ale to zawsze, patrzył na nich jak na głupiutkich francuzików, ale tak naprawdę nic o nich nie wiedział. Victoire nienawidziła, kiedy ktoś uważał się za lepszego od niej. A Teddy Lupin tak właśnie się zachowywał.

***

Teddy usiadł obok Olivera i Nicolasa.
-No wreszcie ! Gdzie się podziewałeś ? Szukałem cię! -zawołał Scott, zajmując się swoim tostem.
-Byłem na „Widokówce”…
-Po co? Czyżby…- tu ściszył ton głosu i prawie niedosłyszalnie szepnął- to miało coś wspólnego z dziwadłem ?
-Nie nazywaj jej tak ! – warknął Teddy.
-Zgadłem ! -zaśmiał się Oliver.
Profesor James Hook rozdawał uczniom plany lekcji. Hook był opiekunem domu Puchonów, był młodym, wysokim mężczyzną, o wyjątkowo niebieskich oczach, lekko wysuniętej szczęce i kilkoma bliznami na szyi. Do Hogwartu dołączył, gdy Teddy był w trzeciej klasie, a profesor Flitwick nieoczekiwanie zmarł i MacGonagall szybko znalazła nowego nauczyciela. Hook był charakteryzowany jednym słowem „ spoko”. Tak uważała większość uczniów.
Jego lekcje były określane jako niezwykłe, często też zamiast ćwiczyć wiele rzeczy z teorii, przechodził ku uciesze uczniów, do praktyki, którą zawsze starał się umilić swoją pomocą.
Oliver aż jęknął, gdyż w poniedziałek mieli aż 2 lekcje Historii Magii z profesorem Binsem, nudnym duchem, który zawsze czytał swoje długie i równie nużące notatki, co zajmowało mu całą lekcję.
-Koszmar ! – warknął Oliver.- Dobrze, że potem mamy Zaklęcia… Ale następna jest Transmutacja, kolejny ciężki przedmiot.
To nie były przelewki, profesor MacGonagall zawsze była bardzo surowa i wymagająca, a jej lekcje zawsze wydawały się być ciężkie…
-No dobra a po obiedzie Wróżbiartwo !
Oliver kochał Wróżbiarstwo, ale nie bardzo dlatego, że miał do tego jakiś dar… Po prostu bardzo lubił zwierzęta, a lekcje z Firenzem były dla niego okazją do studiowania zachowania i cech centaurów. Firenzo zresztą bardzo go lubił, Olivier zawsze ochoczo przykładał się do lekcji, choć uważał że tak naprawdę przyszłość powinna być tajemnicą i nie wolno do niej zaglądać, ani z nią walczyć.
Po śniadaniu, szybko spakowali książki i poszli na historię magii.
Profesor Bins zajął się tematem drugiej wojny centuarów z XV wieku, co chłopcy przyjęli cichym jękiem i po chwili obaj spali smacznie na ławkach.
Nie dane było Teddy’emu spać długo, gdyż Kathy szturchnęła go w żebra i powiedziała:
-Teddy, nie chrap ! – zawołała.
Cała klasa odpowiedziała śmiechem, a Teddy zawstydzony wyprostował się na krześle. Wyjął Księgę Gads i zaczął czytać rozdział pod tytułem „ Wody królewskie według Libaviusa” . Tekst był bardzo długi, pełen niesamowicie skomplikowanych wyrażeń, przez co Teddy bardzo zniechęcił się do książki. Już miał ją zamykać kiedy zobaczył kilka cyfr nabazgranych na marginesie, ułożone były w kształt odwróconego krzyża.
6
5
2 1 3
4

Teddy nie bardzo rozumiał co oznaczał ten układ cyfr, zdziwił się także, gdyż wcześniej ich nie dostrzegł. Scott leżał twarzą na ławce, w klasie panowała jak zwykle senna atmosfera i nikt nie zwracał na niego uwagi.
Oprócz Lyli. Wpatrywała się na niego w ciszy i skupieniu, a Teddy czując niesamowitą nachalność tego spojrzenia odwrócił się od niej.
Jak to możliwe, że do tej pory jej nie znał ? Chodziła do równoległej klasy, ale była Krukonką…
W szkole rozbrzmiał dzwonek, Oliver podskoczył jak oparzony, a Ted szybko schował Księgę i wyszedł z klasy.
Dogoniła go Kathy.
-Czemu tak uciekłeś ?
-Co? Nie uciekłem…-zaczął Teddy lekko zmieszany.
-Och, nie ważne.
Teddy raptownie stanął przy oknie i patrzył gdzieś w dal korytarzu.
-Co ci ?- zapytała zaskoczona Kathy.
-Kto to ?
Kathy rozejrzała się dookoła i zobaczyła Victoire razem z jakimś wysokim brunetem, o masywnej posturze i  równych, białych zębach.
-To Mark Doninngton. Jest szukającym gryfonów. Żywa legenda ! Coś mi się wydaje, że kręci z naszą słodką Vikki – zakpiła Kathy.
Kathy i Oliver zgadzali się w jednym – nie lubili Victoire, tak jak zresztą i Teddy. Uważali ją za pustą, niemiłą blondie, o niewyparzonym języku i niesamowicie wkurzającym sposobie bycia.
Oczy Teddy’ego i Vikki spotkały się, lecz spłoszona dziewczyna szybko odwróciła wzrok. Mark złapał ją za dłoń i pociągnął za sobą coś do niej warcząc.
-On chodzi do 7 klasy… To totalny gbur… Ale jest przystojny, a jak widzę ona na to leci. – mówiła z irytacją w głosie Kathy.
Teddy odwrócił od nich wzrok i zobaczył Lylę, która stała niedaleko w cieniu korytarza , przekrzywiła lekko głowę i wskazała swój palec.
Nagle coś mocno zapiekło Teddy’ego i poczuł okropny ból.
-Ted? Co się dzieje? – zapytała zaskoczona i przerażona dziewczyna.
Teddy zacisnął pięści i zagryzł szczękę, czując że coś się dzieje z jego szyją. Poczuł, że spływa po niej krew i dotknął jej z prawej strony. Wyczuł niedużą ranę.
Pobiegł szybko do łazienki i dopadł lustra. Przejrzał się w nim i zobaczył małą jedynkę wyrytą w skórze na jego szyi.
Jedynkę…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz