niedziela, 20 października 2013

2. Tiara przydziela

Po kilku godzinach drogi, Express Hogwart w końcu zawitał na stacji w Hogsmeade. Gdy tylko wyszli z pociągu, od razu rzucił im się w oczy Hagrid, który stał z wielką lampą w dłoni i krzyczał "pirszoroczni, pirszoroczni do mnie".
-Cześć Hagrid ! – zawołał Ted.
-Cześć Teddy, miło cię widzieć chłopie!
Oczy Lupina powędrowały ku całkiem sporej plamie krwi na spodniach gajowego.
-Hagrid… Co ci się stało w nogę ?- zapytał ciekawy.
Ten zmieszał się lekko i zakrył nogę płaszczem.
-Ach nic takiego… Miałem przed waszym przyjazdem krótką wycieczkę do Zakazanego Lasu…nie chcesz wiedzieć, jak rozwścieczone centaury są niebezpieczne.
-A za co się tak wściekają? – zapytał Teddy.
Hagrid rzucił okiem na grupkę pierwszoroczniaków stojących przy nim i szepnął:
-Cuś mi się wydaje, że nie teraz mi wolno o tym z tobą gadać… Wpadnij na herbatkę !
-Jasne.
Razem z Oliverem, Nicholasem i Dominiciem ruszyli w drogę. Powozy toczyły się wąską dróżką przez ciemny las, czasami słychać było ciche pohukiwanie sowy, ale tak poza tym panowała cisza.
Wszyscy prócz Teddy’ego od razu zajęli się obgadywaniem planu zamknięcia kotki Filcha ( i przy okazji Filcha też ) w ukrytym pokoju na pierwszym piętrze.
Minęli wielką kamienną bramę i w końcu wjechali na tereny szkolne. Błonie były pogrążone w całkowitej ciemności, Zakazany Las wydawał się bardziej potężny i tajemniczy, a zamek był  jak zwykle skąpany w mgle.
Ted widział światełka w oknach, a jego myśli podążyły za ciepłymi kominkami, latającymi świeczkami i pyszną ucztą w Wielkiej Sali.
-Hej, Ted. Twoje włosy robią się żółte! - zawołał Nicholas.
Powozy zatrzymały się i uczniowie zaczęli z nich wyskakiwać spiesząc się do zamku.
W sali wejściowej jak zwykle paliło się mnóstwo pochodni, a kroki uczniów dudniły echem.
Jednak to Wielka Sala robiła największe wrażenie - cztery ogromne stoły dla poszczególnych domów i jeden stół nauczycielski, na którego środku siedziała dyrektor MacGonagall.
Nad stołami unosiły się świece, a sklepienie sali ukazywało piękne, czyste, nocne niebo.
Teddy zajął miejsce przy stole Huffelpufu i jak reszta zajął się rozmową z przyjaciółmi.
Profesor Valentine Greybenn, nauczycielka obrony przed czarną magią, weszła razem z pierwszoroczniakami do sali, niosąc Tiarę Przydziału.
Wśród dzieci, Ted zauważył Louisa- młodszego brata Victoire i Dominique- oraz Molly Weasley. Teddy był pewny, że trafią do Gryffindoru – Weasleyowie zawsze tam trafiają.
Gdyby miał jeszcze rudy kolor włosów, ta tradycja dopełniłaby się w stu procentach. 
Tiara wykonała swoją popisową pieśń, po czym profesor Greybenn powiedziała donośnym głosem:
-Przydzielę was teraz do domów, a nazywają się one : Gryffindor -tu aplauz od stołu Gryfonów- Huffelpuf – Puchoni zaczęli gwizdać i klaskać – Ravenclaw i Slytherin…
Profesor Greybenn wzięła do rąk listę i wyczytała pierwsze nazwisko…
Ted zniecierpliwiony czekał na Molly i Louisa, aż w końcu Greybenn powiedziała swoim jak zwykle miłym, lecz lekko znudzonym głosem :
-Molly Weasley !
Ułożyła jej Tiarę na głowie, a ta bez dłuższego zastanowienia krzyknęła:
-GRYFFINDOR !
Potem Greybenn wywołała Louisa. W tym wypadku Tiara leżała na jego głowie dość długo, a Teddy znieruchomiał w dziwnym napięciu.
-HUFFELPUF! -krzyknęła Tiara.
Lupin oniemiał ze zdziwienia. Zobaczył jak Louis zeskakuje ze stołka i ze zbolałą miną idzie w stronę stołu Puchonów.
Wszyscy bili mu brawo, a Teddy spojrzał w stronę Gryfonów. Akurat w tej samej chwili Victoire popatrzyła na niego. Była zła, lecz i zdziwiona. Zmarszczyła czoło i zacisnęła dziwnie pięści.
W przeciwieństwie do niej, niedaleko dalej siedząca Dominique wydawała nie robić sobie z tego żadnego problemu.
Teddy'emu sprawiło to cichą satysfakcję - za każdym razem gdy mała miss Victoire robiła się wściekła, sprawiało mu to niezłą radochę.  Nie zawsze wszystko musi iść po myśli małej wili i powinno w końcu to do niej dotrzeć. 
Ciężko powiedzieć, dlaczego Lupin tak bardzo jej nie lubił. Ujmijmy to dokładniej - nie lubił ani jej, ani jej piekielnego rodzeństwa.
Victoire była co prawda, małą, drobniutką blondyneczką, którą ktoś mógłby wziąć, o zgrozo, za słodką nastolatkę, ale jej złośliwość, pyszność i ta głupiutka pewność siebie, odstraszała Teda od początku.
Mała Weasleyówna miała świadomość, że gdy tylko idzie przez korytarz, cały zamek się za nią ogląda i bardzo ją to cieszyło. Zawsze starała się wykorzystać swoją jakże niezwykłą urodę do zyskania własnych celów.
A niechby któryś z tych półgłówków ją rzucił - to ona zostawiała chłopaków, zrywała związki i łamała serca, nigdy na odwrót. 
Profesor MacGonagall wstała i poprosiła o ciszę.
-Witam wszystkich, a szczególnie pierwszoroczniaków w nowym roku nauki w Hogwarcie! – jej zwykle surowa mina, zmieniła się w pogodą.- Zanim zaczniemy ucztę, chciałabym prosić was o odrobinę uwagi… W naszym gronie nauczycieli trochę się pozmieniało, bowiem profesor Slughorn odszedł na emeryturę, a jego miejsce obejmie profesor Howard Lewis. Natomiast pani Trelawney wyjechała na jakiś czas do Szpitala Świętego Munga, dla podratowania zdrowia, co oznacza, że Firenzo obejmuje wszystkie grupy nauczania wróżbiarstwa. Nowych uczniów pragnę poinformować, a starszym przypomnieć, że wstęp do Zakazanego Lasu jest surowo zabroniony… i ostrzegam was,- głos Minerwy nagle się zmienił, stał się bardziej poważny i tajemniczy- ostatnimi czasy nie warto pojawiać się nawet na obrzeżach lasu… Pokój jaki ustanowił szanownej pamięci dyrektor Dumbledore, został naruszony i zapewniam, że nikt nie chciałby dostrzec tego skutków, na własnej skórze.
Wszyscy wpatrywali się w profesor MacGonall uważnie, a złowroga atmosfera zapanowała na sali.
-Nie chciałam was jednak straszyć. Dopóki będziecie przestrzegać zasad, nikomu nic się nie stanie. Proszę także o wyrozumiałość dla pana Filcha i przypominam o liście rzeczy zakazanych, które wiszą na drzwiach jego gabinetu.A  teraz, ucztę czas zacząć !
Srebrne półmiski szybko zapełniły się jedzeniem, co zamroczyło mózgi większości uczniów. Ted jednak zapomniał jak bardzo był głodny, a jedzenie nie robiło na nim większego wrażenia.
Czyżby istoty leśne rozpoczęły wojnę ? Czy to właśnie dlatego Hagrid został zraniony w nogę? Dlaczego zawsze poukładana i wiecznie zorganizowana MacGonagall w końcu sobie z czymś nie radzi?
Te myśli zaprzątały jego głowę przez całą ucztę. Kiedy ktoś stara się naruszyć wieloletni pakt, musi to oznaczać nadchodzące niebezpieczeństwo.
-Co jest ? -zapytał Oliver.
-Nic, nic…
-No to wsuwaj ! -zaśmiał się Oliver.
Po uczcie Teddy wraz z Oliverem ruszyli do Skrzydła Borsuków, gdzie znajdował się ich pokój wspólny i dormitoria.
Jednak na drodze, nagle stanęła im Victoire. Odgarnęła swoje długie włosy z ramienia i przekrzywiła głowę. Mogła mieć z metr pięćdziesiąt wzrostu, co sprawiało, że patrzyli na nią jak na małe, zbłąkane dziecko.
-Czego chcesz blondi ? -zakpił Oliver.
-Niczego od ciebie – odpowiedziała złośliwie.- Lupin…możemy pogadać?
Teddy zdziwiony zdołał tylko kiwnąć głową. Odeszli na bok, mijając tłumy wychodzących uczniów z sali. Czego chce od niego ta harpia? Po jej minie, nie wróżył niczego dobrego. Oparł się nonszalancko i spojrzał na nią zaciekawiony.
-No więc…?
-Chcę żebyś zaopiekował się Louisem.
Teddy zdziwiony, zapytał:
-Czemu ? Nie poradzi sobie sam?
-No pewnie że sobie poradzi ! Przecież to Weasley ! – zaperzyła się.- Ale… no tak, martwię się o niego. Odkąd zachorował na tą dziwną mugolską chorobę, zmienił się. I boję się… że go nie zaakceptują, no wiesz inne dzieciaki. Poza tym, marzył by przydzielono go do Gryffindoru, a w zamian jest teraz w tym przeklętym Huffelpufie, co według mnie jest wielką pomyłką i może być mu ciężko. Skoro jesteście w tym samym domu, będziesz mógł mu jakoś pomóc…
Poprawiła swoje długie blond włosy.
-Źle zaczęłaś…
-Słucham?- warknęła i oblała się rumieńce.
Ted Lupin, ten dupek, pan " mów mi nieśmiały myśliciel", śmie poprawiać? To są chyba jakieś żarty.
-Zaczęłaś od „ CHCĘ żebyś zaopiekował się Louisem”. Dostrzeż swój błąd.
Ted wyminął ją z uśmiechem tryumfu. Szybka decyzja i Victoire ledwo dosłyszalnie mruknęła:
-Proszę, zaopiekuj się Louisem…
Teddy odwrócił się do niej. Widział ją teraz inną - zmartwioną, wręcz słabą, nie jak zwykle nadętą blondi o ciętym języku.
Kiwnął tylko głową i pobiegł za Oliverem.
W drodze zauważył Louisa, idącego z grupka pierwszoroczniaków za Kathy, prefektem Huffelpufu.
-Hej Louis, jak ci się podoba Hogwart ?- zapytał starając przybrać się wesoły, ciepły głos.
Udawanie to jedna z tych rzeczy, która przychodziła mu bardzo ciężko.
-W ogóle mi się nie podoba ! – warknął.- Nie chce być w tym koszmarnym, starym zamku!
No tak, grunt to dobre podejście.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz