Po kilku godzinach drogi, Express Hogwart w końcu zawitał na stacji w Hogsmeade. Gdy tylko wyszli z pociągu, od razu rzucił im się w oczy Hagrid, który stał z wielką lampą w dłoni i krzyczał "pirszoroczni, pirszoroczni do mnie".
-Cześć Hagrid ! – zawołał Ted.
-Cześć
Teddy, miło cię widzieć chłopie!
Oczy Lupina powędrowały ku całkiem sporej plamie krwi na spodniach gajowego.
-Hagrid…
Co ci się stało w nogę ?- zapytał ciekawy.
Ten zmieszał się lekko i zakrył nogę płaszczem.
-Ach
nic takiego… Miałem przed waszym przyjazdem krótką wycieczkę do
Zakazanego Lasu…nie chcesz wiedzieć, jak rozwścieczone centaury
są niebezpieczne.
-A
za co się tak wściekają? – zapytał Teddy.
Hagrid
rzucił okiem na grupkę pierwszoroczniaków stojących przy nim i
szepnął:
-Cuś
mi się wydaje, że nie teraz mi wolno o tym z tobą gadać…
Wpadnij na herbatkę !
-Jasne.
Razem
z Oliverem, Nicholasem i Dominiciem ruszyli w drogę. Powozy toczyły
się wąską dróżką przez ciemny las, czasami słychać było
ciche pohukiwanie sowy, ale tak poza tym panowała cisza.
Wszyscy
prócz Teddy’ego od razu zajęli się obgadywaniem planu zamknięcia
kotki Filcha ( i przy okazji Filcha też ) w ukrytym pokoju na
pierwszym piętrze.
Minęli
wielką kamienną bramę i w końcu wjechali na tereny szkolne.
Błonie były pogrążone w całkowitej ciemności, Zakazany Las
wydawał się bardziej potężny i tajemniczy, a zamek był jak zwykle skąpany
w mgle.
Ted widział światełka w oknach, a jego myśli podążyły za ciepłymi
kominkami, latającymi świeczkami i pyszną ucztą w Wielkiej Sali.
-Hej, Ted. Twoje włosy robią się żółte! - zawołał Nicholas.
-Hej, Ted. Twoje włosy robią się żółte! - zawołał Nicholas.
Powozy
zatrzymały się i uczniowie zaczęli z nich wyskakiwać spiesząc
się do zamku.
W
sali wejściowej jak zwykle paliło się mnóstwo pochodni, a kroki
uczniów dudniły echem.
Jednak
to Wielka Sala robiła największe wrażenie - cztery ogromne stoły
dla poszczególnych domów i jeden stół nauczycielski, na którego
środku siedziała dyrektor MacGonagall.
Nad
stołami unosiły się świece, a sklepienie sali ukazywało piękne,
czyste, nocne niebo.
Teddy
zajął miejsce przy stole Huffelpufu i jak reszta zajął się
rozmową z przyjaciółmi.
Profesor
Valentine Greybenn, nauczycielka obrony przed czarną magią, weszła
razem z pierwszoroczniakami do sali, niosąc Tiarę Przydziału.
Wśród
dzieci, Ted zauważył Louisa- młodszego brata Victoire i
Dominique- oraz Molly Weasley. Teddy
był pewny, że trafią do Gryffindoru – Weasleyowie zawsze tam
trafiają.
Gdyby miał jeszcze rudy kolor włosów, ta tradycja dopełniłaby się w stu procentach.
Gdyby miał jeszcze rudy kolor włosów, ta tradycja dopełniłaby się w stu procentach.
Tiara
wykonała swoją popisową pieśń, po czym profesor Greybenn
powiedziała donośnym głosem:
-Przydzielę
was teraz do domów, a nazywają się one : Gryffindor -tu aplauz od
stołu Gryfonów- Huffelpuf – Puchoni zaczęli gwizdać i
klaskać – Ravenclaw i Slytherin…
Profesor
Greybenn wzięła do rąk listę i wyczytała pierwsze nazwisko…
Ted
zniecierpliwiony czekał na Molly i Louisa, aż w końcu Greybenn
powiedziała swoim jak zwykle miłym, lecz lekko znudzonym głosem :
-Molly
Weasley !
Ułożyła
jej Tiarę na głowie, a ta bez dłuższego zastanowienia krzyknęła:
-GRYFFINDOR
!
Potem
Greybenn wywołała Louisa. W tym wypadku Tiara leżała na jego
głowie dość długo, a Teddy znieruchomiał w dziwnym napięciu.
-HUFFELPUF!
-krzyknęła Tiara.
Lupin oniemiał ze zdziwienia. Zobaczył jak Louis zeskakuje ze stołka i
ze zbolałą miną idzie w stronę stołu Puchonów.
Wszyscy
bili mu brawo, a Teddy spojrzał w stronę Gryfonów. Akurat w tej
samej chwili Victoire popatrzyła na niego. Była zła, lecz i
zdziwiona. Zmarszczyła czoło i zacisnęła dziwnie pięści.
W
przeciwieństwie do niej, niedaleko dalej siedząca Dominique
wydawała nie robić sobie z tego żadnego problemu.
Teddy'emu sprawiło to cichą satysfakcję - za każdym razem gdy mała miss Victoire robiła się wściekła, sprawiało mu to niezłą radochę. Nie zawsze wszystko musi iść po myśli małej wili i powinno w końcu to do niej dotrzeć.
Ciężko powiedzieć, dlaczego Lupin tak bardzo jej nie lubił. Ujmijmy to dokładniej - nie lubił ani jej, ani jej piekielnego rodzeństwa.
Victoire była co prawda, małą, drobniutką blondyneczką, którą ktoś mógłby wziąć, o zgrozo, za słodką nastolatkę, ale jej złośliwość, pyszność i ta głupiutka pewność siebie, odstraszała Teda od początku.
Mała Weasleyówna miała świadomość, że gdy tylko idzie przez korytarz, cały zamek się za nią ogląda i bardzo ją to cieszyło. Zawsze starała się wykorzystać swoją jakże niezwykłą urodę do zyskania własnych celów.
A niechby któryś z tych półgłówków ją rzucił - to ona zostawiała chłopaków, zrywała związki i łamała serca, nigdy na odwrót.
Teddy'emu sprawiło to cichą satysfakcję - za każdym razem gdy mała miss Victoire robiła się wściekła, sprawiało mu to niezłą radochę. Nie zawsze wszystko musi iść po myśli małej wili i powinno w końcu to do niej dotrzeć.
Ciężko powiedzieć, dlaczego Lupin tak bardzo jej nie lubił. Ujmijmy to dokładniej - nie lubił ani jej, ani jej piekielnego rodzeństwa.
Victoire była co prawda, małą, drobniutką blondyneczką, którą ktoś mógłby wziąć, o zgrozo, za słodką nastolatkę, ale jej złośliwość, pyszność i ta głupiutka pewność siebie, odstraszała Teda od początku.
Mała Weasleyówna miała świadomość, że gdy tylko idzie przez korytarz, cały zamek się za nią ogląda i bardzo ją to cieszyło. Zawsze starała się wykorzystać swoją jakże niezwykłą urodę do zyskania własnych celów.
A niechby któryś z tych półgłówków ją rzucił - to ona zostawiała chłopaków, zrywała związki i łamała serca, nigdy na odwrót.
Profesor
MacGonagall wstała i poprosiła o ciszę.
-Witam
wszystkich, a szczególnie pierwszoroczniaków w nowym roku nauki w Hogwarcie! – jej
zwykle surowa mina, zmieniła się w pogodą.- Zanim zaczniemy ucztę,
chciałabym prosić was o odrobinę uwagi… W naszym gronie
nauczycieli trochę się pozmieniało, bowiem profesor Slughorn
odszedł na emeryturę, a jego miejsce obejmie profesor Howard Lewis.
Natomiast pani Trelawney wyjechała na jakiś czas do Szpitala
Świętego Munga, dla podratowania zdrowia, co oznacza, że Firenzo
obejmuje wszystkie grupy nauczania wróżbiarstwa. Nowych uczniów
pragnę poinformować, a starszym przypomnieć, że wstęp do
Zakazanego Lasu jest surowo zabroniony… i ostrzegam was,- głos
Minerwy nagle się zmienił, stał się bardziej poważny i tajemniczy-
ostatnimi czasy nie warto pojawiać się nawet na obrzeżach lasu…
Pokój jaki ustanowił szanownej pamięci dyrektor Dumbledore, został
naruszony i zapewniam, że nikt nie chciałby dostrzec tego skutków,
na własnej skórze.
Wszyscy
wpatrywali się w profesor MacGonall uważnie, a złowroga atmosfera
zapanowała na sali.
-Nie
chciałam was jednak straszyć. Dopóki będziecie przestrzegać
zasad, nikomu nic się nie stanie. Proszę także o wyrozumiałość
dla pana Filcha i przypominam o liście rzeczy zakazanych, które
wiszą na drzwiach jego gabinetu.A teraz, ucztę czas zacząć
!
Srebrne
półmiski szybko zapełniły się jedzeniem, co zamroczyło mózgi
większości uczniów. Ted jednak zapomniał jak bardzo był
głodny, a jedzenie nie robiło na nim większego wrażenia.
Czyżby
istoty leśne rozpoczęły wojnę ? Czy to właśnie dlatego Hagrid
został zraniony w nogę? Dlaczego zawsze poukładana i wiecznie
zorganizowana MacGonagall w końcu sobie z czymś nie radzi?
Te
myśli zaprzątały jego głowę przez całą ucztę. Kiedy ktoś stara się naruszyć wieloletni pakt, musi to oznaczać nadchodzące niebezpieczeństwo.
-Co
jest ? -zapytał Oliver.
-Nic,
nic…
-No
to wsuwaj ! -zaśmiał się Oliver.
Po
uczcie Teddy wraz z Oliverem ruszyli do Skrzydła Borsuków, gdzie
znajdował się ich pokój wspólny i dormitoria.
Jednak
na drodze, nagle stanęła im Victoire. Odgarnęła swoje długie włosy z ramienia i przekrzywiła głowę. Mogła mieć z metr pięćdziesiąt wzrostu, co sprawiało, że patrzyli na nią jak na małe, zbłąkane dziecko.
-Czego
chcesz blondi ? -zakpił Oliver.
-Niczego
od ciebie – odpowiedziała złośliwie.- Lupin…możemy pogadać?
Teddy
zdziwiony zdołał tylko kiwnąć głową. Odeszli
na bok, mijając tłumy wychodzących uczniów z sali. Czego chce od niego ta harpia? Po jej minie, nie wróżył niczego dobrego. Oparł się nonszalancko i spojrzał na nią zaciekawiony.
-No
więc…?
-Chcę
żebyś zaopiekował się Louisem.
Teddy
zdziwiony, zapytał:
-Czemu
? Nie poradzi sobie sam?
-No
pewnie że sobie poradzi ! Przecież to Weasley ! – zaperzyła
się.- Ale… no tak, martwię się o niego. Odkąd zachorował na tą
dziwną mugolską chorobę, zmienił się. I boję się… że go nie
zaakceptują, no wiesz inne dzieciaki. Poza tym, marzył by
przydzielono go do Gryffindoru, a w zamian jest teraz w tym przeklętym Huffelpufie, co według mnie jest wielką pomyłką i może być mu ciężko. Skoro jesteście w tym samym domu, będziesz
mógł mu jakoś pomóc…
Poprawiła
swoje długie blond włosy.
-Źle
zaczęłaś…
-Słucham?-
warknęła i oblała się rumieńce.
Ted Lupin, ten dupek, pan " mów mi nieśmiały myśliciel", śmie ją poprawiać? To są chyba jakieś żarty.
Ted Lupin, ten dupek, pan " mów mi nieśmiały myśliciel", śmie ją poprawiać? To są chyba jakieś żarty.
-Zaczęłaś
od „ CHCĘ żebyś zaopiekował się Louisem”. Dostrzeż swój
błąd.
Ted
wyminął ją z uśmiechem tryumfu. Szybka decyzja i Victoire ledwo dosłyszalnie mruknęła:
-Proszę,
zaopiekuj się Louisem…
Teddy
odwrócił się do niej. Widział ją teraz inną - zmartwioną, wręcz
słabą, nie jak zwykle nadętą blondi o ciętym języku.
Kiwnął
tylko głową i pobiegł za Oliverem.
W
drodze zauważył Louisa, idącego z grupka pierwszoroczniaków za
Kathy, prefektem Huffelpufu.
-Hej
Louis, jak ci się podoba Hogwart ?- zapytał starając przybrać się
wesoły, ciepły głos.
Udawanie to jedna z tych rzeczy, która przychodziła mu bardzo ciężko.
Udawanie to jedna z tych rzeczy, która przychodziła mu bardzo ciężko.
-W
ogóle mi się nie podoba ! – warknął.- Nie chce być w tym koszmarnym, starym zamku!
No
tak, grunt to dobre podejście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz