niedziela, 17 listopada 2013

4. Strasznie długi dzień

Dochodziła osiemnasta, kiedy Teddy szedł przez korytarz. Od pojawienia się cyfry na jego szyi, minęły trzy dni. Jedynka zdawała się żarzyć ogniem, a ból nie ustępował.
Lyla nie chciała odpowiedzieć na żadne z jego pytań, co doprowadzało Lupina do białej gorączki. Jego włosy z zielonych, robiły się czerwone, za każdym razem gdy posyłała mu chłodne spojrzenie i po prostu odchodziła.
Wiadomo było więc, że coś ukrywa, Teddy jednak nie potrafił do niej dotrzeć. W końcu wpadł na pomysł i poszedł do gabinetu profesora Longbottoma.
Zapukał trzy razy i odczekał aż mu otworzy. Z drzwi wyłonił się wysoki, ciemnowłosy mężczyzna, który według Harry’ego bardzo się zmienił. Kiedyś wpadał cały czas w kłopoty i był mówiąc krótko – okropną ciamajdą. Teraz zmężniał i spoważniał, a niezdarność dawno go opuściła.
-Cześć Teddy, zapraszam…
-Cześć wujku.
Między nimi nie było żadnego pokrewieństwa, ale od zawsze należał do jego rodziny, był jego „przyszywanym wujkiem”.
-Jak tam ci mija pierwszy tydzień?
Ted usiadł przed jego biurkiem, oparł się wygodnie o krzesło i powiedział:
-Całkiem, całkiem. Ostatnio tylko Hooch działa mi na nerwy, nie chce dopuścić byśmy wcześniej zaczęli trenować Qudittcha.
Neville westchnął tylko i zmierzwił włosy.
-Wszyscy teraz są strasznie spięci, to wszystko przez wojnę…
-Wojnę ? To już zaszło tak daleko ?
Neville wstał i począł przechadzać się po komnacie.
-Nie powinienem ci nic mówić, Ted. To sprawy ściśle tajne. Mogę powiedzieć tylko tyle, że puszczanie was teraz na stadion, byłoby co najmniej  niebezpieczne. Nie może wam na to pozwolić, dopóki się nie uspokoi. Wczoraj Hagrid musiał zabrać ciała czterech jeleni. Są najsłabszymi stworzeniami w lesie, w końcu wyginą wszystkie.
-Jak to się zaczęło?- zapytał Teddy.- Wojna… To wszystko. O co poszło?
-Ciężko powiedzieć, McGonagall coś wie, ale nic nam nie mówiła, myślę że sama się boi, nie wie co robić, to już co prawda starsza kobieta.
-No tak…Wujku, mam jeszcze prośbę… Napisałbyś mi przepustkę do działu ksiąg zakazanych?
Neville zmrużył oczy, wpatrywał się w niego czujnie.
-Nie pytaj po co…- zaczął Teddy wyprzedzając jego pytanie.
-Myślę, że jesteś rozsądnym chłopakiem, więc zaufam ci. Ale uważaj, nie chcę żebyś się włóczył tam i zajmował się Czarną Magią.
-Spokojnie, to tylko jednorazowy wypad.
Profesor Longbottom wypisał mu przepustkę i uradowany chłopak szedł do Widokówki. Kartka ciążyła mu jednak w kieszeni, czuł jakby robił coś nielegalnego.
Nagle usłyszał jakieś głosy, przystanął na chwile i nasłuchiwał.
-To wszystko przez ciebie! Jak możesz?- cienki, zdenerwowany głos dudnił po korytarzach.
-Daj mi spokój. Widziałaś tylko to, co chciałaś widzieć.
-Och tak, jasne. A ona sprawdzała co ci do oka wpadło, tak?
-Jesteś histeryczką, sama doprowadziłaś do tej kłótni. Nic się przecież nie stało.
Teddy skręcił i zobaczył dwoje kłócących się nastolatków. Była to Victoire i Mark.
Po policzkach Vikki spływały łzy.
-Przestań ryczeć. DO NICZEGO NIE DOSZŁO, ROZUMIESZ?- krzyknął Mark i szarpnął ją za ramię.
-Zostaw ją.
Ted wyszedł z ukrycia i stanął przed Markiem. Victoire poczerwieniała ze wstydu.
-Kim ty w ogóle jesteś? Nie wtrącaj się.
Ted jednak nie dał za wygraną, podszedł bliżej Victoire i zasłonił ją.
-Będę się wtrącać, bo nie chcę żebyś na nią krzyczał. Wynocha.
-Nie będziesz mi rozkazywał, sieroto! – najwidoczniej poznał w końcu Teddy’ego i prychnął.
Ted wyciągnął różdżkę, po chwili zrobił to też Mark. Wściekli celowali do siebie. Lupin rzucił Markowi poważne spojrzenie, ale ten nie ustępował. Victoire szarpnęła Teddy'ego za ramię i warknęła:
-Zostaw go.
Usłyszeli głosy uczniów, zbierających się na kolację. W końcu Mark opuścił ją i powiedział:
-Kiedyś się policzymy, Lupin.
Odszedł. Ted odwrócił się do Victoire, która zapłakana stała za nim. Zawstydzona otarła policzki i powiedziała ostrym tonem:
-Po co się wtrącałeś? Przez ciebie… przez ciebie…-nie mogła nic powiedzieć, bo głos załamał jej się i po policzkach popłynęły nowe łzy.
-Victoire, ja…
-Idź sobie ! Wszystko zepsułeś!
Teddy nie mógł wierzyć w to co usłyszał.
-Ja? Vikki, nie pozwolę by ktoś cię tak traktował. Jesteś... - tu zawahał się,a dziewczyna czekała aż dokończy - dla mnie jak siostra.
Weasley zesztywniała i przyjrzała się mu powoli. Jej jasne włosy spływały jej lekko po ramionach. Miała na sobie dżinsy i jasną koszulę. Rękę wciąż była czerwona od szarpaniny z Markiem.
-Nie płacz, Victoire…
-Daj mi spokój. Nie odzywaj się do mnie ! Mam was wszystkich dość ! – warknęła chłodno i uciekła.
***
Ted usiadł obok Olivera.
-Stary, te wojny centaurów chodzą mi cały dzień po głowie. Bins kazał wyuczyć się dat, a ja wciąż nie ogarniam, w którym to było wieku.
Kathy dosiadła się obok Teda.
-Gdybyś nie spał, może byś coś zapamiętał.
-Nie bądź taka mądra, sama też go nie słuchałaś.
Kathy zaczerwieniła się.
-Do kogo pisałaś liściki?
-Co cię to obchodzi? Moja sprawa, tak czy inaczej mam newsa. Vikki zerwała z Markusiem.
-Szybko poszło -stwierdził Oliver.
-Tak podobno całował się z jakąś ślizgonką, a ona go nakryła. Straszne, ja bym mu osobiście wypruła flaki lub dała na pożarcie wilkom.
-Wy, dziewczyny, macie dość drastyczne pojęcie zemsty- zaśmiał się Oliver.
-Chcesz żebym ci pokazała jak potrafię się zemścić za denerwowanie mnie?
Żartowali przez resztę kolacji, Teddy opowiedział im co mówił dla niego Neville.
-O nie ! A co, jeśli McGonagall w ogóle odwoła Turniej w Qudittchu? – zawołał Oliver.
-A ten tylko o qudittchu. Pomyśl ile stworzeń, akurat może w tym momencie ginie w lesie. Czemu oni nic nie zrobią? – warknęła Kathy i spojrzała nienawistnie na stół z nauczycielami.
-Pogorszyli by sytuację. Centaury nie znoszą ludzi, można się domyślić, jak by się wściekli, gdyby czarodzieje mieszali się w ich sprawy.
Do ich stoły podeszła Dominique.
-Hej ! Słyszeliście o McGonagall?
-Co się stało ?
Dominique ściszyła głos.
-Podobno Ministerstwo chce ją wylać, za to, że nie radzi sobie z Hogwartem.
-Co za bzdury !- warknął oburzony Ted.- Doskonale sobie radzi.
-No tak, ale ta wojna w lesie, podobno wilkołak zaatakował Hayley Mison, rodzice zaczynają się bać i gadać, a jak gadają to oznacza, że coś się dzieje…
-Nie słyszeliśmy o tym! Z jakiego jest domu? – zapytała Kathy.
-Ze Slytherinu…
-Dobrze jej tak…- powiedział Scott, a Kathy walnęła go w ramię.
-Auuu ! No co ?
-Przestań Scott ! To przecież niewinna dziewczyna !
-Całkiem niewinna to ona nie jest. Podobno chciała wtedy spalić ogródek Hagrida. To był jakiś zakład, czy coś… Ale pojawił się wilkołak, koledzy zwiali a ona została sama.
Po chwili ciszy, Dominique wstała i rzekła:
-Na nic tu po mnie, muszę iść. Boję się, że Vikki się utopi.
-Co masz na myśli? -zapytał Olvier.
-Płaczę od tak dawna, że niedługo będę musiała zbudować statek, żeby się do niej dostać. To cześć !
Odeszła powoli, choć Teddy chciał za nią zawołać.
-Muszę iść.
-Gdzie ? -zapytali równocześnie Oliver i Kathy.
-Do działu ksiąg…zakazanych


Kathy, która już zamierzała odejść, odwróciła się na pięcie, gdyż pomyślała, że dział ksiąg zakazanych jest dużo bardziej atrakcyjny niż pocieszanie płaczącej Vikki.
-Dział ksiąg zakazanych? Po co chcesz tam iść?! – powiedziała zdezorientowana
Oboje z Oliverem byli przyzwyczajeni do dziwnych zachowań Teddy’ego. Przeżyli razem 6 lat. Ted kochał ich jak rodzeństwo, serce podpowiadało mu „powiedz im, to Twoi przyjaciele, to Twoja rodzina”, rozum jednak wiedział, że nie powinien im mówić o księdze Gads, o jedynce na szyi, o Lyli.
-Muszę napisać referat na temat zaklęcia „Crucio” i wuje…to znaczy profesor Longbottom dał mi przepustkę. W żadnej książce na dozwolonych półkach nie ma o tym zaklęciu zdania.
-Dziwisz się? – zmarszczyła brwi Kathy
-No ja…nie. Ja już pójdę bo zamkną bibliotekę. Zobaczymy się później. Cześć.
Teddy odszedł szybkim krokiem. Było mu głupio okłamywać najbliższych przyjaciół. Nie chciał mówić o tym wszystkim przy Kathy. Dla Olivera mógł powiedzieć wszystko był to jego najlepszy przyjaciel, do Kathy podchodził jeszcze z dystansem.
-Co mu jest? Referat o „Crucio”. Marry Volts chodzi z nim razem na obronę przed czarną magią i nie ma nic zadanego, mówiła mi, bo się przyjaźnimy. Przecież Valentine Greybenn rzadko kiedy zadaje jakąkolwiek pracę domową. – gestykulowała Kathy
-Nie wiem. Pogadam z nim. Teraz idę przygotować się do wyjścia. – powiedział Oliver, który nie znosił zostawać sam na sam z Kathy. Lubił ją jako koleżanką, ale przy niej czuł się tak nieswojo.
Był piątkowy wieczór i uczniowie od 3 klasy wzwyż (McGonaggal zmieniła zasady) szykowali się do wyjścia do Hogsmade. Teddy wiedział, ze sytuacja sprzyja ku temu aby w spokoju pójść do biblioteki i znaleźć w jakiejś książce co oznacza ta jedynka na jego szyi. Leżał na łóżku w swoim pokoju, był trochę śpiący, bo to w końcu piątek, ale wiedział co ma robić. Nie mógł zasnąć.
W swojej podświadomości widział jak przez mgłę liczbę 5. Musiał zobaczyć ją podczas przerwy u któregoś z uczniów. Męczył się tym już od dobrej godziny. Jest!! Przypomniał sobie!! Już wiedział gdzie widział tę cyfrę! Na widokówce gdy siedział z Lylą, ona miała bransoletkę. Zapamiętał ją, miał pamięć do takich drobiazgów, a pod nią czerwona, jakby wyryta „ogniem” cyfra 5. Chciał koniecznie porozmawiać z Lylą, ale to nie było możliwe. Ona nie zadawała się z „kłamcami”. Postanowił jednak podjąć próbę i pobiegł szybko do drzwi, gdzie stary Filch wypuszczał uczniów alfabetycznie do Hogsmade.
-Lyla!!!! Lyla!!! – krzyczał biegnąc.
Lyla odwróciła się w Jego stronę i spojrzała na niego z pogardą, jakby był jakimś mugolem.
-Lyla proszę nie patrz tak na mnie..ja..ja Ci wyjaśnię . Możemy porozmawiać? Proszę to dla mnie bardzo ważne. – powiedział do niej bardzo spokojnie i zmienił kolor włosów na żółty (odziedziczył te zdolność po matce)
-O czym miałabym z Tobą rozmawiać Teddy Lupinie? – oschło rzekła Lyla
-Muszę Cię o coś zapytać.
-Tak? O co Ci chodzi?
-Możesz wiedzieć coś czego ja nie wiem, a ta wiedza jest mi bardzo potrzebna. – Teddy starał się nie roześmiać, ale gdy pomyślał, jak zrozumiała jego słowa Lyla bardzo go rozbawiła.
-Do rzeczy. Chodź. – Teddy ruszył w stronę Widokówki. Lyla ruszyła za nim.
Po 5 minutach siedzieli już przy posągu i przyglądali się pięknemu widokowi na okolicę. Lupin wiedział, że dziewczyna chciała pójść do Hogsmeade, ale nie mógł tyle czekać.
-Mogłabyś pokazać mi lewy nadgarstek?
-W jakim celu Teddy Lupinie?
-Prosiłem Cię, żebyś tak do mnie nie mówiła. Jeżeli pokażesz mi nadgarstek, ja też Ci coś pokażę.
Lyla długo się nad tym zastanawiała. Patrzyła swoim błednym wzrokiem przez okno przed nią ukazujące piękny zachód słońca nad jeziorem. Co takiego ten niebiesko włosy chłopak może jej pokazać? W końcu postanowiła zaryzykować. Podwinęła lewy rękaw i pokazała mu nadgarstek, na którym widniała cyfra 5.
-Wiedziałem, wiedziałem…-mruczał pod nosem Ted
-Co wiedziałeś Teddy Lupi…Przepraszam..Teddy? – spytała zaskoczona Lyla
Ted nachylił się i zaczesał włosy „do góry”. Lyla zobaczyła za jego prawym uchem cyfrę 1.
-Przeszłość. – z zadowoleniem powiedziała dziewczyna
-Słucham? – odpowiedział zdziwiony Ted. Wiedział, ze Lyla jak jej mama lubi bujać w obłokach, więc nie był pewien czy ma brać jej słowa na poważnie.
- Chodzi o twoją przeszłość. Cały czas o niej rozmyślasz. Męczy Cię śmierć twoich rodziców…przepraszam nie chciałam – szybko ucięła speszona widokiem zakłopotanego Teddy’ego Lyla.
Teddy pomyślał chwilę nad wypowiedzianymi przez Lylę słowami. To prawda. – Leżąc w łóżku każdego wieczora rozmyślał, co by było gdyby…
…jego rodzice żyli…
…nie zajęli się nim Weasleyowie i Potterowie…
…nie był czarodziejem…
i o wiele innych rzeczy…
-Ale co to oznacza? Dlaczego Ty masz piątkę na nadgarstku? – Teddy przerwał niezręczną ciszę. Powoli zaczynał wierzyć w to co mówi młoda Lovegoodówna
- Moja piątka cechuje wiele wyzwań które mnie czekają. Nie słyszałeś nigdy o krzyżu runicznym? Na piątym roku runów miałam z tego zaliczenie. – Lyla nie mogła pojąć tego, że ktoś nie zna runów, jej ulubionego przedmiotu.
-Nie chodzę na runy. Czyli ten krzyż…i te cyfry.. to wszystko prawda?
-Ted, jeżeli masz na ciele wyrytą cyfrę, to oznacza, że zostałeś „naznaczony”. Jest obecnie TYLKO 6naznaczonych czarodziejów , tyle cyfr buduje krzyż runiczny. Każda z tych osób ma jakieś zadanie do wykonania. – na jednych oddechu spokojnie odparła Lyla
-Jakie zadanie? Jestem naznaczony ? To dobrze, czy źle?
-Teddy Lupinie! To zaszczyt być wyróżnionym spośród tysiąca czarodziejów, a Ty śmiesz pytać czy to dobrze? – z oburzeniem krzyknęła Lyla. – jeśli chodzi o zadanie to…i tu jest właśnie problem. Nikt swojego nie zna. Wiem tylko…to znaczy, musisz na siebie uważać, bardzo uważać. Masz jedną z parowanych cyfr.
-Jak to? nic nie rozumiem. – Dla Teda wydawało się, ze jest jakimś pustym matołem. Nie potrafił tego zrozumieć. Trochę przemawiał przez niego lęk, po usłyszeniu ostatnich słów wypowiedzianych przez Lylę.
-Na mnie już czas. Chciałabym jeszcze skoczyć do Hogsmeade.
-Zostań, proszę. Wytłumacz mi to. Ty o tym wiesz. Ty dużo wiesz. Czego mam się obawiać?
-Tak Ci się tylko wydaje Tedzie. Wiem niewiele więcej od Ciebie. Po prostu masz parowaną cyfrę, a to oznacza, że jest druga osoba – do pary – jeżeli Ty masz przeszłość, ona ma przyszłość. Nie wiesz kim może być ta osoba, ale jeśli będzie rządna władzy będzie chciała zabrać Ci tę „moc”.
Tedd kompletnie zbaraniał. Miał całkowity mętlik w głowie. Lyla wyszła z Widokówi. On siedział tam, aż zrobiło się ciemno. Rozmyślał nad wszystkim i próbował sklecić to w całość. Im bardziej próbował to pojąć, tym większy kocił miał w głowie. Szedł już do dormitorium, kiedy zobaczył Vikki rozmawiającą z wysokim, całkiem przystojnym 7klasistą. „Czas leczy rany, ale żeby tak szybko? No i weź tu brachu zrozum kobietę” – pomyślał. Victorie śmiała się na cały głos. Pomyślał o niej tak jak Kathy – pusta blondi. Mijając ich rzucił szybkie „Cześć”, na które Vikki nawet nie raczyła odpowiedzieć, wbiegł po schodach i skoczył na dywan pod którym była dziura (przejście do dormitorium) i krzyknął „Żryjcie kwachy”, po czym stał po drugiej stronie ściany.
Nie wiedział co go bardziej męczy : to, że jest druga osoba „do pary”, czy to, że nic nie wie o krzyżu runicznym.
Postanowił, że jeszcze raz przeczyta (tym razem bardzo dokładnie) rozdział  „ Wody królewskie według Libaviusa” w księdze Gad, ale tera zamierzał porządnie się wyspać, w końcu od tego jest weekend.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz